Faworki z piekarnika



Idąc za ciosem i falą pączkową przeprowadziłam eksperyment piekarniczy, pt.: Czy faworki można upiec? Wydaje się to niezłą alternatywą, gdy nie mamy litra oleju na zbyciu, by sobie ulżyć w tłustoczwartkowej nagonce. 

Składniki:
5 + 1 łyżek mąki pszennej
2 żółtka
1/2 łyżki miękkiego masła
2 płaskie łyżki śmietany 12%
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 płaska łyżka cukru wanilinowego

Przygotowanie:
Mąkę przesiałam. Białka oddzieliłam od żółtek i schowałam "na zaś potem" do zamrażalki. Dodałam szczyptę soli i resztę podanych składników. Łyżką zagniotłam ciasto na wstępie, a później wyrabiałam ręcznie. Było trochę kleiste, więc dosypałam tą dodatkową (+1) łyżkę mąki i uformowałam kulkę, którą następnie zafoliowałam i odłożyłam do leżakowania na godzinę, do lodówki. Może błędem było dodanie proszku do pieczenia, ale to dopiero okaże się przy pieczeniu.



I jednak nie był to błąd! Ciasto przy rozwałkowywaniu trzeba podsypać mąką. Później jest już z górki. Piekarnik nastawiłam na 180 stopni. Faworków wyszło mi idealnie dla 2 osób. Hah! Oczywiście, że można zjeść więcej lub też nie podzielić się z nikim. : )



Piekłam ok. 10 minut z termoobiegiem. Nie będę ukrywać, że wersja smażona lepsza, ale leniuchowi się nie chciało. To ma takie! Bardziej fit? ; )




1 komentarz:

  1. Też dobre,ale smażone wg mnie lepsze.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Znajdziesz mnie także na portalach społecznościowych takich jak: Facebook czy Instagram. Bądźmy w kontakcie! Z kulinarnym pozdrowieniem - Ostoja Lasu.