Pączki z lime curd i bezą




Puchaty pączuś z słodko kwaśnym, jakże orzeźwiającym nadzieniem otulony zdumiewającą bezą. Zdecydowanie, to jeden z moich ulubionych smaków i wariacji pączkowych. Pomysł zaczerpnęłam od "Moje Wypieki", gdy ujrzałam te cudeńka na instagramie. Urzekły mnie w pierwszym mgnieniu oka. Absolutny "must have".

Ciasto pączkowe:
1 jajko i 3 żółtka
pół kilo mąki pszennej
20 g świeżych drożdży
skórka z 2 limonek
pół szklanki cukru
szczypta soli
70 g roztopionego masła
łyżeczka esencji waniliowej*
3/4 szklanki mleka


Jest to zwykłe ciasto drożdżowe, a zatem mąkę należy przesiać. Mleko podgrzać i w nim rozpuścić drożdże z odrobiną cukru. Limonki, które później wykorzystamy do przygotowania nadzienia, dokładnie myjemy i ścieramy skórkę do miski z mąką. Wbijamy jajko i żółtka. 3 białka zostawiamy do naszej bezy - przeto nic nie może się zmarnować! Gdy drożdże zaczną się trochę pienić w szklance, to przelewamy je do mąki, zasypujemy resztą cukru. Rozpuszczamy masło zawczasu, by nie było zbyt gorące i do niego dodajemy łyżkę esencji waniliowej*, którą w moim przypadku jest leżakujące minimum z pół roku laski wanilii w spirytusie, który zaleca się dodawać, by smażone ciasto chłonęło mniej tłuszczu. Zagniatamy ciasto i zostawiamy do wyrośnięcia. Pamiętajmy by przykryć miskę bawełnianą ściereczką, może być sucha lub zwilżona.



Następnie dzielimy nasze ciasto na w miarę równe części (50 - 60 g) i nadajemy im w mirę kulisty kształt. Możemy też ciasto lekko rozwałkować i wykrawać nasze pączki za pomocą szklanki czy okrągłej foremki. Znów pozostawiamy na jakieś pół godziny do wyrośnięcia. Również przykryte, by zbytnio nie wyschły.



Smażymy je po 2 minuty z każdej strony, na oleju rozgrzanym do 175-180 stopni. Musimy pilnować tej temperatury, bo w zbyt wysokiej nasze pączusie zbyt szybko się zarumienią pozostając surowe w środku, a w przypadku zbyt niskiej - dłużej będą nasiąkać tłuszczem. Usmażone zostawiamy do wystygnięcia na papierowym ręczniku.

Lime curd:
3 limonki
szklanka cukru
60 g masła
1 jajko + 3 żółtka

W rondelku lekko podgrzewamy rozkłócamy jajka z cukrem. Gdy ładnie nam się połączą dodajemy masło i sok z limonek. Cały czas mieszając doprowadzamy do zagotowania i zgęstnienia. Jeśli minęliśmy już temperaturę stu stopni, a nasz lime curd wciąż wydaje się zbyt płynny, to nie przejmujmy się zbytnio. Pewni zagotowania, zdejmujemy z ognia i przelewamy do słoiczka lub zakręcanego pojemnika i odstawiamy do wystygnięcia. Możemy curd przygotować spokojnie dzień lub dwa wcześniej, ponieważ w takiej formie możliwe jest przechowywanie niego nawet 2-3 tygodnie w lodówce.

Nadziewamy nasze pączki. Proponuję od góry, bo następnym naszym krokiem będzie przykrycie ich bezą, a zatem ukryjemy miejsce nakłucia. Jeśli nie posiadamy końcówki do nadziewania, to spokojnie większa strzykawka również się sprawdzi.


Beza włoska:
5-6 białek
3/4 szklanki cukru
szczypta soli
2 łyżki wody

Z cukru i wody przygotowujemy syrop z należytą uwagą, ponieważ chwila zadumy i otrzymamy karmel. Powiadają, że nie powinno się mieszać. Że cukier sam się rozpuści. Nie wierzyłam, więc mieszałam. Nim się cukier rozpuści, to należy ubić białka ze szczyptą soli. Gdy tylko nasz syrop stanie się przejrzysty, to wlewamy go cienką strużką do białek, które cały czas miksujemy. Temperatura syropu zapewnia nam, że białka nie będą surowe. Naszą bezę nakładamy na pączusie i przy pomocy palnika przyrumieniamy ją. Nie posiadam profesjonalnego, zatem moja beza ciut mocno się przyrumieniła, ale myślę, że bez ujmy na smaku.

Polecam spróbować!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny. Znajdziesz mnie także na portalach społecznościowych takich jak: Facebook, Instagram czy Pinterest. Bądźmy w kontakcie! Z kulinarnym pozdrowieniem - Ostoja Lasu.