Z widelcem po Gorzowie




W myśl powiedzenia "cudze chwalicie, swego nie znacie" pragnę przedstawić Wam nowy cykl publikacji, w których to słowa będą na pierwszym planie. Może być mało obiektywnie, bo opinie nigdy takie nie są, ale postaram się jak tylko mogę by było jak najbardziej subiektywnie. Liczę na Wasze komentarze i odczucia, na prawdziwą interakcję.

Wspólnie z Gosią z Dailycooking postaramy się zainteresować Was gastronomicznym życiem naszego miasta i jego najbliższych okolic. W planie mamy przedstawienie lokalnych producentów żywności i miejsc, gdzie można ją nabyć. A także podzielimy się naszymi refleksjami z odwiedzonych miejsc karmiących miejmy nadzieję nie tylko ciało,ale i duszę. Zapewniające zarówno przyjazne miejsce, czy to dla rodzin, czy dla zwierząt, na równi z dobrą obsługą. Przecież na wszystko zwracamy uwagę.

Dodatkowo niezmiernie się cieszę, że patronat medialny objęła Gazeta Lubuska. Zatem będzie się działo moi mili.


Na pierwszy ogień i ostrze naszych kubków smakowych został wybrany lokal pod nazwą Górka i Kulka, która to mieści się można powiedzieć w sercu naszego miasta, a mianowicie przy ulicy Hawelańskiej, choć swoje początki ma na Sikorskiego (tam nie byłam). Niemniej jednak, to lokalizacja (dawny Empik - moc sentymentów) sprawiła, że bardzo chciałam w końcu się przekonać, jak to teraz wygląda i z czym to się właśnie je. A co ważniejsze, czy zdjęcia prezentowane na ich fanpage'u odzwierciedlają stan faktyczny i czy ten ogólny "wow" jest na prawdę.

Będzie niestety krótko i bez kwiecistych epitetów pochwalnych. Wystrój i cała stylistyka - kwestia gustu. Można powiedzieć, że ugrzecznione retro z nutą depresji kolorystycznej. Wielki plus za siedziska okienne. Ale! Jak obsługuje Cię ktoś, to nawet nie wysili się by na Ciebie spojrzeć, to już zaczyna robić się słabo. Ciasta za szybką tego dnia nie zachęciły do spróbowania, a przyszłam właśnie na kawę i ciastko. Lubię próbować nowych rzeczy, nawet jak nie wyglądają na dzieła cukiernicze,bo przecież mają smakować przede wszystkim. Zapytawszy panią przy kasie czym jest jedna z kaw uzyskałam z jej strony jedynie niewyraźny i mrukliwy bełkot, który powtórzyła dwa razy, bo ją poprosiłam o to. ale dalej nie wiedząc co odpowiedziała poddałam się i z tego ciastka już zrezygnowałam. Chyba każdy ma taki odruch, że czym prędzej chce zakończyć takie spotkanie.

Może na lody z okienka się jeszcze wybiorę, ale póki co uraz do obsługi pozostaje. I jak się później okazało, nie było to tylko moje zdanie. Kilka osób je potwierdziło. Szkoda. Wielka szkoda. Brak nam kawiarenek w naszym centrum, gdzie królują banki i apteki. Mam nadzieję, że miejsc będzie coraz więcej,a  jakoś świadczonych usług zweryfikuje ich popularność.


3 komentarze:

  1. No niestety, lokal rozczarował mnie bardzo. Przede wszystkim przez obsługę, bardzo znudzoną i zniechęconą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi było bardzo przykro z powodu kawy. To była jedna z najgorszych jakie piłam ostatnio. Na długo zapadnie mi w pamięci. Chyba zbyt duże nadzieje sobie narobiłam i stąd duże rozczarowanie.

      Usuń
    2. Nie uważam, że to kwestia nadziei, bo nie oczekiwałyśmy cudów. Nie lubię obsługi, która "wisi" na mnie, ale minimum zainteresowania i niewielki uśmiech nie zaszkodziłyby.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Znajdziesz mnie także na portalach społecznościowych takich jak: Facebook, Instagram czy Pinterest. Bądźmy w kontakcie! Z kulinarnym pozdrowieniem - Ostoja Lasu.